• Wpisów: 88
  • Średnio co: 25 dni
  • Ostatni wpis: 5 lat temu, 08:18
  • Licznik odwiedzin: 25 744 / 2264 dni
 
daj.mi.dom
 
Emocje narazie na bok. Wracamy rozmawiać. Podobno zwierzętami opiekuje się też syn - syna nie ma, a po zwierzętach widać czy i jak opiekuje - tak syn, jak i ojciec. Ojciec jest po wylewie, przy nas nie jest w stanie zejść ze schodów. Nie widzę go z wiadrem wody ani z widłami, sprzątającego gnój. "Gdzie jest woda?" - pytamy."- nie mogą dużo pić! Pani wie, ile one wtedy sikają? Tylko brudzą!" .
Sprawdzamy dokumenty. Krowy mają karty - zgadza się ilość śztuk i płeć, ale karty są całkowicie puste, żadnej dokumentacji szczepień i leczenia. "Były szczepione!" . Świnie nie mają żadnych oznakowań, nie ma żadnych innych dokumentów.
Informujemy, że zabrane zostają dwa w najgorszym stanie - zdychający pies i kot z łańcucha. Na poprawę dajemy tydzień, chociaż nie jesteśmy pewni, co tu poprawiać. Dobudować nową oborę, żeby krowy miały miejsce. Tak czy siak właściciel ma szansę na zmiany. A my na zorganizowanie zaplecza.

Podchodzę do szkieletu psa leżącego jak trup na słomie. Ostrożnie, nie wiem czego się spodziewać. Psina okazuje się miła, wącha mnie ostrożnie, ale nie warczy. Wygląda masakrycznie. Wokół niej łażą kury - jedyne chyba, które nie wyglądają tragicznie - jedyne, które mają szansę same znaleźć sobie coś do jedzenia. Do psa podchodzi bury kot - kości sterczą w górę, grzbiet zapadnięty, brzuch wisi. Kotka, jak nic. Próbuję ją złapać - ucieka. Szlag...


Kończymy. Dokumentacja zrobiona, piszemy protokół - właściciel odmawia podpisu. Trudno, mamy świadków, mamy zdjęcia. Zabieramy z auta dużą kołdrę, na niej kładziemy psa. Nie broni się, jest słaby. Pojedziemy ją chociaż uśpić.
Kota nie umiem odwiązać, nie chcę też manewrować mu przy szyi - zabieram cały łańcuch. I całe szczęście! Kiedy mijam właściciela, podchodzi do mnie i wyciąga ręce po kota. "Kota zostawcie! On jest potrzebny" "Nie ma mowy. Nie widzi Pan, w jakim on jest stanie?" "-to chociaż łańcuch zostawcie, będzie na tego drugiego". Cofam się, odsuwam kota. Nie dyskutuję, idę do auta, Policjant pomaga mi załadować kocura do transportera. Mówi, że w całej swojej karierze takiego czegoś nie widział. A nie pracuje przecież od wczoraj.

Odjeżdżamy, prosto do lecznicy. Po drodze telefony - m.in. Gmina, która przecież ma zapewnić gospodarstwo rolne, które zapewni opiekę zwierzętom gospodarskim.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków
Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego